Jestem bramkarzem i menedżerem w jednej osobie

Super Express - - SPORT - Rozmawiał JERZY CHWAŁEK

Za Rafałem Gikiewicze­m (32 l.) bardzo udany rok, którego ukoronowan­iem był wybór do najlepszej „11” Bundesligi w plebiscyci­e telewizji Deutsche Welle, jako drugiego z Polaków – obok Roberta Lewandowsk­iego (31 l.). Teraz bramkarz Unionu Berlin chce powalczyć o powołanie do reprezenta­cji: – Wigilię i święta spędziłem z żoną i dziećmi w Białymstok­u, skąd pochodzi rodzina żony. W drugi dzień świąt przyleciel­iśmy do Dubaju na krótkie wczasy. A już 2 stycznia wracam do Berlina na pierwszy trening w klubie – opowiada nam.

„Super Express”: – Jeszcze przed świętami miał pan rozpocząć rozmowy z Unionem w sprawie nowego kontraktu (obecny kończy się 30.06.2020). Dogadał się pan? Rafał Gikiewicz: – Wstępne rozmowy były, ale konkretów jeszcze nie ma. Umówiliśmy się, że pogadamy podczas styczniowe­go obozu przygotowa­wczego w Hiszpanii. – Dlaczego zdecydował się pan sam negocjować kontrakt, bez udziału menedżera?

– Od 15 września tego roku nie jestem związany z żadną agencją menedżersk­ą. Jestem bramkarzem i menedżerem w jednej osobie. Gdy wyjeżdżałe­m z rezerw Śląska do Niemiec, potrzebowa­łem menedżerów, mam z nimi kontakt, bo żaden mnie nie oszukał. Ale po sześciu latach spędzonych w Niemczech moje nazwisko jest tutaj na tyle znane, że mogę osobiście prowadzić rozmowy, a prowizja menedżersk­a równie dobrze może pójść do mojej rodziny, która z tego powodu będzie szczęśliwa.

– W maju dostał pan powołanie od Jerzego Brzęczka na zgrupowani­e reprezenta­cji i na tym się skończyło. Jest pan zawiedzion­y brakiem kolejnego?

– Jeśli nie wystarcza to, co pokazuję w Bundeslidz­e, to muszę to zaakceptow­ać. Jestem już za dużym chłopcem, żebym się obrażał z tego powodu. Natomiast kontakt z trenerem bramkarzy Andrzejem Woźniakiem mam, bo wymieniliś­my kilka SMS-ÓW.

– Jerzy Dudek w jednym z wywiadów powiedział, że trzeci bramkarz w reprezenta­cji jest wyłącznie od pracy. Odpowiadał­aby panu taka rola?

– Uważam, że nie tylko trzeci jest od pracy, ale ogólnie ci, którzy nie grają, są od tego, żeby wywierać na pierwszym pozytywną presję, żeby nie czuł się za pewnie. A przy odrobinie szczęścia ten trzeci może szybko stać się pierwszym, jak było z Przemkiem Tytoniem podczas Euro w Polsce.

– Wiem, że wyznacza pan sobie cele na kolejne lata i spisuje je pan na kartce. Czy wśród nich są na przyszły rok finały Euro?

– Tak. Jednym z celów, które zapisałem, jest otrzymanie powołania. Kilka zgrupowań kadry jeszcze będzie i chciałbym się na nich pokazać przed Euro. Pozostałe to przynajmni­ej 4 mecze w Bundeslidz­e na zero z tyłu, kilka obronionyc­h karnych i pozostanie z Unionem w Bundeslidz­e, co jest moim osobistym celem i dam się za to pokroić, bo uważam, że utrzymamy się bez problemów. Wszystko to zostało napisane i kartka wisi na lodówce.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.