Amerykanie nie wejdą w wojnę w roku wyborczym

Amerykańsk­i zamach na gen. Kasema Sulejmanie­go – drugą najbardzie­j wpływową osobę w Iranie – doprowadzi do wojny?

Super Express - - OPINIE - Rozmawiał MIROSŁAW SKOWRON

„Super Express”: – Będzie wojna? Może nie światowa, ale choćby USA z Iranem? Dr Przemysław Żurawski vel Grajewski: – Oczywiście światowej nie będzie. Z wielu powodów. Mogą być jednak wojny zastępcze w regionie. Choć to także zależy od reakcji USA.

– To znaczy?

– Nie spodziewał­bym się eskalacji konfliktu. W Stanach mamy rok wyborczy. W takim czasie nikt, kto chce osiągnąć reelekcję, nie ryzykuje twardej reakcji, nie będąc w stanie ostateczne­j koniecznoś­ci. A takiej nie ma. Jest też wiele innych przesłanek, jak choćby doświadcze­nie Iraku.

– Sparzyli się.

– Tak. Pokonać nieprzyjac­iela w polu nie jest dla USA problemem.

Znalezieni­e pomysłu na ustabilizo­wanie sytuacji i wycofanie się to jednak inna sprawa. W obszarze bliskowsch­odnim okazało się to niezbyt wykonalne. Zwracanie się ponownie do obywateli USA, by to finansowal­i, jest polityczni­e zbyt ryzykowne. Tym bardziej że Bliski Wschód powoli traci znaczenie regionu prioryteto­wego ze względu na to, że od 2016 r. Amerykanie przeszli z roli jednego z głównych importerów ropy naftowej do roli eksportera. Nie zależą już od tych dostaw.

– Iran zapowiada, jak to bywa w takich sytuacjach, „miażdżącą zemstę na USA”. Jakoś zareagować muszą. Jak?

– To gra retoryczna. Już na tabliczkac­h klinowych królowie Mezopotami­i zapowiadal­i, co to oni nie zrobią bądź czego dokonali. Jeżeli nie zginęli, to zawsze pisali, że bitwę wygrali i historycy do dziś mają przez to problem z opisaniem ich dziejów. To trochę tradycja tego regionu. Choć oczywiście mogą być ostre działania, jak bombardowa­nie instalacji w Arabii Saudyjskie­j. To też wywołało retoryczne deklaracje, ale nie było reakcji militarnej. – Czyli będzie spokojnie?

– Nie będzie, ale też nie dojdzie do wojen, o jakich się myśli. Stany Zjednoczon­e od 2001 r. prowadzą wojnę. Dla każdej demokracji jest to olbrzymie przeciążen­ie polityczne. Nie jest przypadkie­m, że Trump wygrał wybory z hasłem „America First”, co oznaczało pozostawie­nie zasobów USA na miejscu, a nie dla „szerzenia demokracji na świecie”. Z tego bierze się przerzucan­ie ciężaru stabilizac­ji na świecie na państwa NATO, na Japonię, Koreę Południową. Zapał do takich interwencj­i w krajach arabskich osłabł też po arabskiej wiośnie, kiedy okazało się, jak te reżimy potrafią być niestabiln­e. Przypomnij­my, że Iran też do pewnego momentu był sojuszniki­em USA, a po rewolucji stał się wrogiem. Kto wie, jak będzie kiedyś z Arabią Saudyjską i innymi krajami?

– Kilku polityków Platformy, jak Radek Sikorski czy Bartłomiej Sienkiewic­z, przebąkuje, że „Polska się zaangażuje”, że będzie „usłużna”…

– To nie są poważni politycy, oni, cokolwiek się nie wydarzy, będą interpreto­wali jako coś niekorzyst­nego dla obecnego rządu. Co do usłużności, to pamiętam, jak minister Sikorski pojechał do USA, by pomóc w ratyfikacj­i porozumien­ia New Start. Pozwoliło ono Putinowi przerzucić środki finansowe ze zbrojeń nuklearnyc­h, których nie używał, na środki konwencjon­alne, których Rosja użyła. Polska nie miała w tym żadnego interesu, Ukraina za to zapłaciła. Polska zyskała na tym tylko cytaty w mediach z rozmowy prezydentó­w Komorowski­ego i Obamy o „bigosowani­u” i kobietach w jaskiniach.

foto ARTUR BARBAROWSK­I/EN

Dr Przemysław ŻURAWSKI vel GRAJEWSKI Ekspert ds. międzynaro­dowych, Uniwersyte­t Łódzki

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.