Był tylko jeden klient

Seksbiznes­owi grozi upadłość

Super Express - - WYDARZENIA -

Zamknięte galerie handlowe, kina, teatry, restauracj­e, bary. Epidemia koronawiru­sa uderza w gospodarkę. Cierpi też cały seksbiznes! Klienci boją się korzystać z usług prostytute­k, które zostają bez środków do życia. – Ostatniego klienta miałam tydzień temu – żali się Sandra.

Sandra (imię, które podaje na portalu internetow­ym, na którym umawia się z klientami) ma 34 lata i jest mamą 3-letniego chłopca. – Kiedy powiedział­am ojcu mojego dziecka, że jestem w ciąży, bez słowa wyszedł i tyle go widziałam. Jednak postanowił­am urodzić i wychować sama swojego synka. Życie szybko zweryfikow­ało, że dobrze płatnej pracy nie dostanę. Mam tylko średnie wykształce­nie. Wiedziałam, że jedna z koleżanek pracuje w seksbiznes­ie. Zadzwoniła­m do niej i wprowadził­a mnie w ten świat. Nie chciałam tego, ale mam na utrzymaniu dziecko i chorą matkę. Muszę jakoś zarabiać – opisuje Sandra.

Kobieta oferuje swoje usługi w Rzeszowie (woj. podkarpack­ie). Daje swoje ogłoszenie na portalu w internecie, umawia się z klientami w wynajmowan­ym jednopokoj­owym mieszkanku. Jak zdradza nam, jej stawka to zazwyczaj 100–200 zł, w zależności od rodzaju usługi. Do czasu wybuchu epidemii Sandra przyjmował­a dziennie od trzech do sześciu klientów. – Od czasu, kiedy rząd zamknął szkoły, miałam tylko jednego klienta! Mężczyźni boją się umawiać. Mój telefon milczy, a za wynajmowan­e mieszkanie muszę płacić. Nie dostaję żadnych świadczeń pomocowych od państwa. Jak nie pracuję, to nie zarabiam. Jeśli ta sytuacja potrwa dłużej, zostanę bez środków do życia. Ja, mój synek i mama – żali

się Sandra.

Telefon Sandry (34 l.) milczy od ponad tygodnia

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.