Radość z sześciu kul

Angora - - Wybierz Zdrowie! Kolumny Opracował: Andrzej Marcin -

Kiedy przed kilkunastu laty otrzymałem w prezencie zestaw sześciu metalowych kul, nie bardzo wiedziałem, do czego one służą. Z czasem jednak poznałem tajniki pétanque, gry wywodzącej się z Francji i uprawianej tam przez miliony ludzi. Traktują oni rzucanie kulami jako świetną towarzyską zabawę i okazję do spotkania się na świeżym powietrzu z przyjaciółmi. Tym bardziej że to propozycja dla wszystkich, począwszy od dzieci po osoby w sędziwym wieku, o czym zapewnia w rozmowie poniżej specjalista i propagator gry w bule, jak zwykło się mówić o pétanque.

Najważniejsze jest to, że ta gra nie wymaga wielkich przygotowań, specjalnego boiska i kosztownych akcesoriów. Wystarczy mały skwer, żwirowa alejka w parku i kilka kul. To sprawia, że coraz więcej osób uważa pétanque za fajną formę rekreacji. Zdarza się nawet, że grający nie znają dokładnie zasad i nie mają odpowiedniej techniki. Nie ma to jednak znaczenia. Najważniejsze, że znaleźli pretekst

– Mam wrażenie, że Polacy polubili grę w bule. Podziela pan tę opinię?

– Mówiąc żartobliwie, zaraza szerzy się po Polsce. Jest coraz mniej białych plam, gdzie nie ma ośrodków gry w pétanque, bo taka jest oficjalna nazwa. Powstaje też coraz więcej bulodromów, czyli miejsc, gdzie można nie tylko ćwiczyć, ale również rozgrywać zawody. W Polskiej Federacji Pétanque stowarzyszonych jest już 35 klubów. Wkrótce będą one zapewne w każdym województwie. Najwięcej osób gra w klubach w województwach wielkopolskim i dolnośląskim.

– Ale przecież ludzie grają nie tylko sportowo.

– Zgadza się. Bo to jest fajna zabawa dla tych, którzy niekoniecznie mogą uprawiać inne sporty, nie wymaga wielkiego wysiłku i szczególnej sprawności fizycznej. Ponadto to sport tani, który można uprawiać w parkach czy na skwerach.

– Przypomnijmy, jak ta gra trafiła do Polski i o co w niej chodzi? do wyjścia z domu, by aktywnie spędzić wolny czas. Dlatego też warto na jesienny spacer zabierać ze sobą bule i pobawić się nimi w parkowych alejkach. Ja wożę zestaw kul w samochodowym bagażniku, by zawsze je mieć pod ręką. Okazja do gry znajdzie się przecież zawsze.

– Pétanque przybyła do naszego kraju dzięki repatriantom z Francji, którzy po wojnie osiedlali się głównie na Dolnym Śląsku. Spolszczyliśmy też jej nazwę – często mówimy petanka lub gra w bule. Gra polega na tym, żeby do malutkiej kulki, zwanej świnką, rzucać metalowymi kulami. Można grać indywidualnie bądź w drużynach dwu- lub trzyosobowych. Chodzi o to, by własne kule umieścić bliżej „świnki” niż rywale. Za każdą kulę najbliżej celu zdobywa się punkt, a jedna partia rozgrywana jest do 13 punktów. Czasami taka gra jest bardzo szybka, a czasami może trwać nawet dwie godziny. – Dla kogo jest to propozycja? – Dla wszystkich, którzy chcą choć trochę poruszać się na świeżym powietrzu. Grać mogą nawet dzieci. Początkowo petankę uważano za rozrywkę ludzi starszych, ale teraz przyciąga ona coraz więcej osób młodych. Jedni traktują to jak zabawę, inni marzą o grze na sportowym poziomie. – Co jest potrzebne do gry? – Chęci, kule i kawałek dobrego terenu. Najlepsza jest żwirowa nawierzchnia, taka jak w alejkach parkowych. Plac powinien mieć wymiary ok. 4x15 m. Nie powinno się grać na trawie, bo teren jest nierówny, więc trudniej np. wybijać bule rywali. Oczywiście wielu osobom to nie przeszkadza, ale zawodów na trawie się nie rozgrywa. Jeśli chodzi o kule, to kupujmy metalowe. W sprzedaży są też plastikowe, ale nadają się bardziej dla dzieci. Kula metalowa waży ok. 70 dag. Ci, którzy występują w zawodach, mają własne kule dopasowane już do ich dłoni. Pamiętajmy, że grając „jeden na jeden” i „dwóch na dwóch”, każdy zawodnik dysponuje trzema kulami, a w przypadku drużyn trzyosobowych – dwiema.

– Niedawne igrzyska X Games we Wrocławiu pokazały, że pétanque ma różne odmiany.

– Rzeczywiście, choć w Polsce preferuje się podstawową wersję petanki. Warto jednak wspomnieć o odmianie prowansalskiej, bulach lyońskich czy bocce, które wymagają jednak więcej terenu do gry.

– Czy sezon na grę w petankę kończy się jesienią?

– Niekoniecznie. Są i tacy, którzy potrafią wykorzystać nawet zimowe, słoneczne dni. Ponadto powstają też kryte bulodromy, gdzie można grać niezależnie od pogody. Kiedyś zorganizowałem nawet zawody pod ziemią, w Kopalni Soli w Kłodawie. Generalnie jednak zależy nam na tym, by przyciągać jak najwięcej osób, bo przecież chodzi o popularyzację tego fajnego sportu dla wszystkich.

Do podjęcia aktywności fizycznej motywują ludzi różne rzeczy. W moim przypadku jest to wnuk, który niebawem ma przyjść na świat. Jestem już na emeryturze, ale nie zamierzam spędzać jej w wygodnym fotelu. Chcę mieć siły na zabawy z wnukiem, a do tego potrzebna jest kondycja. Postanowiłem o to zadbać i kiedy mogę, staram się jeździć na rowerze.

Jerzy Biernat z wicia Niego-

Rys. Piotr Rajczyk

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.